Wszystko co musisz wiedzieć :)

4 sierpnia 2016

" - Jeśli nie masz nic w środku, nie znajdziesz nic na zewnątrz"

Nie miałam zwyczaju wyruszania w podróż sama. Zawsze sobie szukałam towarzystwa, bo cenię ogromnie po prostu czyjąś obecność. Natomiast ostatnio tak dużo dzieje się wewnątrz, że tego chaosu fajnych i niefajnych rzeczy wolę nie wypuszczać na zewnątrz :)

Efektem była decyzja o tym żeby postawić sobie nogę w Gdańsku. SAMA. Bez sprawdzania czy ktoś chce i może mi towarzyszyć za to ze sprawdzeniem czy ja w ogóle wiem, jak to jest ponieść 100% odpowiedzialności za siebie poza znanym mi rewirem terytorialnym. I wiem, że Gdańsk to nie Nowy Jork czy inne Haiti, żeby sobie nie można było poradzić, ale miało to dla mnie znaczenie w zupełnie innym kontekście niż tylko geograficzne przemieszczenie pupy z centrum kraju na Północ.

Z Gdańska wywiozłam poczucie, że umiem się zorganizować i że nawet jak nie zaplanuję to nogi mnie zaniosą tam gdzie powinnam być. Ale wywiozłam też refleksję o obecności innych w Pielko- życiu.

A potem poszło. Pojechałam do Wrocławia, z różnych powodów to miasto ma dla mnie duże  i symboliczne znaczenie i wyprawa akurat tam, nie była dla mnie w żadnym wymiarze czysto turystyczna. Były duże obawy, że będzie mi tam trudno. I było, ale było też przyjemnie i radośnie. 

Po pierwsze: Powróciłam do swojej zaniechanej niechlubnie pasji filmowej z okazji tegorocznych Nowych Horyzontów. I być może wyszłam stamtąd bardziej stara i garbata, ale co zobaczyłam to moje. A na tapecie były 4 filmy i opera filmowa. 

Pokrótce wspominając: mam tendencję do wyboru filmów smutnych, ale też po prawdzie uważam, że rynek komediowy jest raczej tragi-farsą, więc się już sama sobie nie dziwię, że moja głowa nie przyjmuje. Komedię  ratuje na świecie tylko Petr Zelenka ze swoim uroczym czeskim humorem.

Pierwsza widziana przeze mnie projekcja była o zaburzonym dziecku, druga o starości, trzecia o irańskim poczuciu zemsty, a dopiero czwarta była wybuchem wesołości :D Jeśli chcesz się niegłupio uśmiechnąć obejrzyj "Zagubionych w Monachium" :)

Za to za nic nie oglądaj: "River of Fundament" - niby opera filmowa, niby duże wydarzenie, a prawie połowa widzów nie wysiedziała do drugiego aktu. A i ja nigdy się tak nie wierciłam. Swear, przysięgam. Gardzę bardzo.

Po drugie: Pozwiedzałam to na co miałam ochotę, a akurat teraz pojawiła się silna potrzeba kontaktu z naturą. Na tapetę poszedł więc Ogród Botaniczny, w którym moja romantyczna dusza prawie umarła ze szczęścia i Ogród Japoński, który też pozachwycał.

Po trzecie: Dobrze mieć znajomych w innych miastach. Miło jednak z kimś porozmawiać.
Po czwarte: Jeszcze lepiej wiedzieć, że masz na świecie funfli i że masz też całkiem dobre serce. Świadomość, że nie jestem Pielko-dupkiem pomaga mi dobrze funkcjonować. 
Po piąte: Odkryłam jak duże znaczenie ma dla mnie poczucie bezpieczeństwa w relacjach z ludźmi i jaką rolę odgrywa u mnie sposób w jaki decyduję się dbać o siebie i o innych. 
Po szóste: Ciągle robię coś po swojemu. 
Po siódme: Silna empatia może bardzo utrudniać w życiu. To ważne odkrycie dla mnie, bo stawia mnie na granicy.
Po ósme: Szukam w sobie przestrzeni do tego, żeby pozwolić też innym zadbać o mnie. Na razie wychodzi jak nauka tańca latynoskiego ślimakowi.
Po dziewiąte: Pojawiła się refleksja o zaufaniu do innych. Duży wewnętrzny rozdygot, gaddemyt!.

Kurtyna.

27 lipca 2016

" - Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami, przeżywający klęski i zwycięstwa. I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny"

Miłość do gór urodziła się we mnie dopiero w tym roku, ale już dziś mogę powiedzieć, że to jedna z ciekawszych pasji jaka mnie w życiu znalazła.

W ramach Korony Gór Polski na tapecie był Lubomir i Turbacz. Tym razem opcja zdobycia dwóch szczytów jednocześnie została zrealizowana, choć wymagała wielu przygotowań. Było wysoko, gorąco i w terenie zalesionym (raj dla dendrofili :)) - niemniej płynnie i z dużo mniejszym wysiłkiem niż przy poprzednich - i znowu - nie wysokość tworzy górę ;)


Jeśli jeszcze nie byłeś w Gorczańskim Parku Narodowym - to koniecznie odwiedź, tylko miej litość i nie jeździj tam czymkolwiek co nie jest rowerem (bo Cię znajdę! :))

Lubię mieć jakiś motyw przewodni jak idę na wędrówkę. Tym razem poprzyglądałam się swojemu wewnętrznemu napięciu, które często odczuwam i które równie często wymaga albo szybkiej redukcji, albo staje się balastem, który ciężko zrzucić. 

Z szybkich notatek górsko - podróżnych:

1. Mam takie przekonanie, że dom jest miejscem, gdzie się wpuszcza tylko osoby, które już przeszły selekcję wstępną znajomości. Dlatego czasem towarzyszy mi dyskomfort w warunkach dużej gościnności pomimo poczucia wdzięczności za fakt jej zaistnienia. Pozwoliło mi to odkryć, jak wiele rzeczy w życiu mam zbudowanych na schemacie "wstęp - rozwinięcie - zakończenie". Bardzo ważne odkrycie dla mnie.
2. Kiedy układam się wewnątrz, nie układam się na zewnątrz. Może to sprawiać wrażenie pozamykania na świat, a jest po prostu konsekwencją wyboru życia bardziej wsobnego :)
3. Jednym z motywów przewodnich naszych górskich wędrówek jest krótkie acz treściwe hasło "tempo-srempo". Kryje się za nim myśl, że tempo drogi nie ma znaczenia. A tym razem pochyliłam się nad granicą kiedy zaczyna mieć i jaki to ma wpływ na tempo innych. Taką sobie urobiłam nakładkę w głowie na współpracę zespołową :) 

Nie mam najlepszej kondycji obecnie. Przesunął mi się tym razem wskaźnik palpitacji serca i skoków ciśnienia (zazwyczaj w połowie drogi), tym razem jakoś przy pierwszych dziesięciu schodkach drewnianych na Turbaczu - byłam pewna że umrę na zawał serca. Fakt, że idziesz dalej jest silnie wzmacniający. Fakt, że ktoś pomimo tego, że może iść szybciej i ma zadatki na górską kozicę -  DREPCZE ZA TOBĄ  - jeszcze silniej.

4. Perspektywa,  że potrafię się sobą zaopiekować, ale nie daję przestrzeni innym na zaopiekowanie się mną - silnie zarezonowała dalej.
5. Gościnność ludzka nie zna granic. Byłam w Obserwatorium Astronomicznym na Suhorze, gdzie miałam szansę zobaczyć sprzęt jakiego nigdy wcześniej nie widziałam i wypić herbatę ;) PRZEMIŁO.Mam też już nową wiedzę o świecie i wiem gdzie są najlepsze Obserwatoria Astronomiczne i dlaczego.
6. Pięknie się wraca nocą z gór, nawet jak Cię nogi nie niosą już. I odkryłam, że sposobem na redukcję napięcia jest również wsparcie innych.
7. Dobrze znowu na trasie spotkać ludzi, którzy dzielą się swoimi pasjami i hobby, ot tak. Spotkaliśmy chadzające po górach małżeństwo, które opowiadało o swoich górskich przeżyciach i zarekomendowało kilka miejsc na przyszłość oraz kobietę, która dba o ogrody z taką troską, ze zawstydziła by Andre Le Norte. A potem myślisz, jak czasem Ci trudno się zebrać, żeby podlać kwiatki i trochę się rumienisz za samego siebie :)
8. Jeśli nie byłeś na Zamku w Dobczycach to również idź koniecznie - zobaczysz jak można dbać o kawałek historii.

Kurtyna.
G.

PS. Autorem zdjęcia powyżej jest Mariusz 'Marand' Wiśniewski.

30 czerwca 2016

" - Na etapie marzeń mogę chcieć być nawet Stevem Jobsem. Ktoś powie, że to strata czasu, ale to są przynajmniej moje myśli"

Mam tendencję do czytania książek jedna po drugiej, za koleją (a kolejkuje mi się dużo). Sporadycznie zdarza się, że jakaś okładka bardziej domaga się mojej uwagi i wtedy Pielka jak Pielka - idzie i czyta. Tak było i tym razem.

Coś co wpadło mi w ręce to publikacja Marka Kamińskiego o dźwięcznym tytule: "Odkryj, że biegun nosisz w sobie".



Dlaczego możesz chcieć przeczytać?

A bo:

1. Na okładce jest dużo śniegu i widać, że zimno (motyw podstawowy, dla miłośników zmian klimatycznych, gdy za oknem jest milion stopni na plusie).
2. Możesz się czegoś dowiedzieć o świecie i trochę się nad sobą i światem pochylić (osobiście mój ulubiony motyw robienia czegokolwiek).
3. Jak lubisz ustalać jasny cel - to z tą publikacją masz spore szanse na przyjrzenie się po co to robić, jak i dlaczego warto pomyśleć horyzontalnie (motyw dla ultrarozwojowców:))

Książka jest rozmową z podróżnikiem uporządkowaną w postaci kolejnych kroków, których celem jest odkrycie bieguna. I w ogóle nie chodzi tu o biegun w sensie geograficznym, ale bardziej o swój wewnętrzny radar, o coś co Ci mówi, że warto się czymś zająć a coś innego, co nijak się do Ciebie nie przykleja choć inni Ci mówią, że super fajne - zostawić w świętym spokoju. Dodatkowo - i tu element dla miłośników autocoachingu - książka jest też wzbogacona o ćwiczenia umożliwiające refleksję na temat swojego wewnętrza (tak, wiem że nie ma takiego słowa ;)).

Dla mnie do odnotowania kilka ważnych rzeczy:

Po zerowe: Tylko pozornie nic się czasem nie dzieje. Gdyby na świat patrzeć tylko przez pryzmat faktów można by się było zanudzić na śmierć :)

Po pierwsze: Cieszę się, że i Marek Kamiński wprost mówi, że jakość tego co robisz i sens ma dużo większe znaczenie niż to, żeby było po showmeńsku. 

"Nigdy nie było moim marzeniem trafienie do księgi rekordów Guinessa, choć zdaję się, że w niej figuruję, jako pierwszy człowiek, który zdobył w jednym roku dwa bieguny bez wspomagania z zewnątrz. Doświadczenie przekraczania samego siebie i poznawania świata jest dla mnie czymś innym niż połknięciu stu łyżeczek do herbaty jako pierwszy człowiek na Ziemi". 

Po drugie: Możesz polecieć nawet na Księżyc, ale jeśli nie wiesz co chcesz zmienić w życiu, co jest sednem - to będziesz po prostu księżycowym podróżnikiem z tymi samymi problemami co przed lotem.

Po trzecie: Marek Kamiński porusza też temat mądrego wsparcia i szukania rozwiązań. I jest mi to również bardzo bliskie, bo nic mnie tak na świecie nie denerwuje jak nieuzasadnione głaski dla głasków i wzajemne kizianie się. Bardzo mocno natomiast cenię ludzi, którzy potrafią uczciwie rozmawiać, podrzucając tym samym nową perspektywę - bo to zawsze przestrzeń, z którą można coś zrobić. Znalezienie czegoś nowego i odkrycie różnych dróg dojścia jest i dla mnie wartością przez duże W.

Po czwarte: Czasem trzeba się wycofać i nie ma przebacz. Jak zaczęłam łazić po górach (jakkolwiek by mnie nie demotywował fakt, że mam do zrobienia jeszcze 27 szczytów w ramach Korony Gór Polski) to znajduję też motywację do dalszych wędrówek, choć nie wiem czy dam radę a w planach są i dalsze i wyższe góry. Niemniej Korona Gór zachęciła mnie do zadbania o swoje ciało bardziej. Bo mogę gdzieś nie wejść ze strachu, z uwagi na warunki pogodowe, z troski o własne bezpieczeństwo, ale nie pogodziłabym się z faktem, że nie weszłam, bo fizycznie odpada mi kręgosłup, nie mam kondycji, albo zdrowie mi nie pozwala.

Kurtyna.

22 czerwca 2016

" - Po co ćpać, skoro można myśleć?"

Urodziny. Pielka dorasta. Jestem dumna z tego ile fajnych rzeczy zrobiłam w życiu, a ciągle jestem z jednej strony szczylem przed trzydziestką. Niemniej  to dla mnie jeden z dwóch momentów w roku, w których jestem bardziej refleksyjna niż zazwyczaj (już widzę, jak Ci bardziej złośliwi, którzy ze mną trochę poprzebywali przewracają teraz gałkami ocznymi w milczeniu dodając: "z dwudziestu dwóch chyba, dżizas!")

No nic nie poradzę, że lubię myśleć :)

W każdym razie dziś przyszło do mnie kilka rzeczy, jak na sentymenciarza przystało:

1. Truizm: To bardzo miłe, kiedy ktoś o Tobie pomyśli i wiesz, że naprawdę dobrze Ci życzy, acz zawstydzające dla Pielki bardzo. 
2. Ważne rzeczy nie dzieją się w dniu urodzin - dzieją się między nimi. Przyjemnie poczuć wspierającą obecność innych - nawet jak są daleko.
3. Pomimo wszystko cieszę się, że moje tegoroczne urodziny wyglądały inaczej niż poprzednie. Choć każde wspominam z łezką w oku, bo nie byłabym sobą ;)
4. Od zawsze mam starczą mentalność i od zawsze wyglądam jak świeża dwudziestka. To całkiem ciekawy kontrast dla tego co mam w głowie. Zawsze mam minimum dwie perspektywy patrzenia :)
4. Coraz częściej w urodziny rodzą się nowe pomysły i coraz rzadziej w związku z tym, jest to dzień nostalgicznego grzebania sobie w bebechach - i tu możesz być dumny, bo dużo pracy włożyłam w to, żeby patrzeć dalej, szerzej i na przyszłość. Coraz mniej rzeczy znajduje się dla mnie w obszarze "nie do zrobienia never", a coraz więcej ma znamiona myślenia projektowego :)

Jedne z najbliższych mi życzeń z dziś - z uwagi na przekierowanie mojej uwagi na ogólną wdzięczność do kosmosu, że mam jak mam, oraz z uwagi na autorską twórczość -  brzmiały - "Życzę Ci tylko miłości!!! Bo wszystko inne - mądrość życiową, ambicje, funfli, zawód życia, urodę i pasję - już masz". 

Czego i ja Wam dziś życzę.
Możecie mnie jeszcze przez chwilę pocałować w starcze czoło :)

I to na tyle słodkości, kurwasz! :)

8 czerwca 2016

„- Idę w góry - bo są.”

Jako że dwie miłości we mnie są silne ostatnio: do gór i do filmów dokumentalnych to tak się złożyło, że festiwal filmów podróżniczych National Geographic pozwolił mi na połączenie jednego z drugim. Do wyboru miałam film "Dwoje na K2" i jeszcze jeden o szybowcach (to trzecia miłość - przestrzeń i wiatr), ale jako że nie udało się dotrzeć na wszystko to o tym ostatnim nie opowiem. Ha!



"Dwoje na K2" to taki dokument, który zostaje z Tobą na długo. Jest rdzenny i surowy. Nikt tam niczego nie udziwnia, nie obrabia, nie bierze różowej kredki, żeby Ci pomalować szarą rzeczywistość. Jest to natomiast historia o trudach wspinaczki, o śniegu, błocie, zimnie i wysokości, ale też i o lojalności - otwarte pozostaje pytanie gdzie zaczyna a gdzie kończy się lojalność. Z uwagi na fakt, że główni bohaterowie Gerlinde i Ralph w momencie kręcenia filmu byli parą wspinaczkową i parą 4 life - lojalność w sytuacji zagrożenia życia to zupełnie nowe pole do rozkmin ;) 

Film może nie być łatwy w odbiorze dla osób, które nie lubią braku narracji. Choć z drugiej strony możesz poczuć się jak rasowy alpinista, bo po prostu idziesz z tymi ludźmi i ostrzysz raki, a nie tylko słuchasz ich opowieści.

Moje refleksje z seansu opierają się na dwóch filarach. Raz, że w górach poznajesz prawdę o człowieku, o tym gdzie są jego granice lojalności, miłości, przyjaźni. Gdzie i kiedy moje ja jest ważniejsze i jak to pogodzić z - konieczną przecież - współpracą w zespole, wsparciem fizycznym i psychicznym. Bo umówmy się, że jak dwa miesiące idziesz w jedną stronę pod pion to mądre wsparcie to sztuka a nie takie tam pitu pitu. Trzeba umieć. 

Dwa, że jak zestawię punkt pierwszy z mądrym przygotowaniem i ułożeniem wyprawy w projekt to teoretycznie mogę zwiększyć szanse powodzenia. Jestem co prawda niecierpliwa, jeszcze nie ogarnęłam Korony Gór Polski, ale mam w głowie myśl, że warto myśleć dalej. Zmienia mi się skala marzeń :) Z drobnych i w zasięgu do takich, że się sama boję co mogę robić i jakie próby podjąć. Mam olbrzymi głód zmian.

PS. Zrób dziś komuś przyjemność, ludzie się fajnie cieszą z drobnych rzeczy :)